niedziela, 15 października 2017

Przedstawiamy - Iwona Kiuru

Dziś mam przyjemność podpytać o tajniki zawodu tłumacza panią Iwonę Kiuru (finskie slowo kiuru oznacza skowronka), która przetłumaczyłą dla nas książkę "Lato z rabusiami", a wcześniej "Dziewczynkę i drzewo kawek".


Fiński to podobno jeden z najtrudniejszych języków na świecie. Co Panią skłoniło do nauczenia się języka, który posłużył Tolkienowi do stworzenia języka elfów?

- Kiedy jeszcze byłam w ogólniaku, mój tata lubił sobie żartować, że mogę studiować, co tylko zapragnę: albo prawo, albo medycynę. Ja jednak zdecydowałam się na filologię fińską w Poznaniu i przyznam, że wówczas zupełnie nie byłam świadoma, w jak dużym stopniu tamta decyzja pokieruje moim późniejszym życiem. Powodów było sporo: od biologii czy historii wolałam naukę języków obcych, zamiast trywialnej – jak wówczas myślałam – germanistyce chciałam poświęcić się czemuś nietuzinkowemu… Niemały wpływ na ostateczny wybór kierunku miał fakt mojej wciąż silnej miłości do książek autorstwa Tove Jansson. Nie przeszkodziło mi nawet, że twórczyni Muminków napisała swoje książki po szwedzku, a nie po fińsku. Poznań kusił także ze względu na Jeżycjadę, której byłam fanką w okresie nastoletnim.   

Prowadzi Pani bloga, w którym omawia fińską literaturę dla dzieci i młodzieży. Czy Finki i Finowie piszą inaczej?

- W literaturze fińskiej (oraz krajów skandynawskich) najbardziej cenię sobie chyba to, że pisarze traktują swoich czytelników jak równoprawnych partnerów. Właściwie nie spotkałam się w książkach fińskich autorów z infantylizacją albo tzw. dydaktycznym smrodkiem. Mam wrażenie, że również na poziomie ilustracji odczuwalna jest taka partnerska relacja: jeśli jakaś książka jest adresowana do najmłodszych czytelników, to absolutnie nie gwarantuje, że buzie wszystkich bohaterów będą uśmiechnięte, a policzki rumiane. Nie znaczy to jednak, że nie doceniam polskich pisarzy i ilustratorów, przeciwnie! Mojej córce czytam na dobranoc tylko po polsku głównie utwory naszych rodzimych twórców, a fińskich wydawców próbuję zarazić entuzjazmem do tych książek, które moim zdaniem koniecznie należałoby przetłumaczyć z języka polskiego.
 
Tłumaczenie to niejednokrotnie bardzo karkołomne przedsięwzięcie, czasem trzeba wybrać między przekładem wiernym, a ładnym. Czy często musi Pani dokonywać takiego wyboru?

- W przypadku tłumaczenia książek dla dzieci te wybory dotyczą zwykle innej opozycji, fachowo nazywanych strategiami domestykacji lub egzotyzacji; muszę więc decydować, czy i w jakim stopniu adaptować obce i niezrozumiałe dla polskiego czytelnika elementy. Przy podejmowaniu takich decyzji zwykle kieruję się wiekiem potencjalnych czytelników. Fiński Väinö, jeden z bohaterów książek z cyklu Markusa Majaluomy, w moim tłumaczeniu nosi imię Konstanty, ponieważ jest to imię rzadkie, eleganckie, a jednak zdecydowanie łatwiejsze do wymówienia i zapamiętania niż to oryginalne. Uważam jednak, że dzieci, które rozpoczęły szkołę, są świadome, że ich rówieśnicy za granicą mają najróżniejsze imiona, dlatego też w książkach Timo Parveli o Elli i przyjaciołach występuje m.in. Tuukka i dopiero z kontekstu polski czytelnik dowiaduje się, że mimo zwodniczej końcówki jest to imię męskie. Imiona to zaledwie kropla w morzu tłumaczeniowych dylematów, ale nie ukrywam, że właśnie tego rodzaju nieoczywiste kwestie sprawiają mi w pracy najwięcej radości
 
To teraz proszę opowiedzieć o wrażeniach z tłumaczenia "Lata z rabusiami". Powiem szczerze, książka wywołała u mnie wiele radości.




- Cieszę się bardzo! Swego czasu pisywałam felietony do fińskiego dziennika „Helsingin Sanomat” i pamiętam, że w jednym z nich skupiłam się na różnicach kulturowych pomiędzy Polakami a Finami widocznymi z punktu widzenia pasażera. Felieton rozpoczęłam od zdania, że „Lato z rabusiami Siri Kolu to świetna powieść dla dzieci, której jednak nie warto tłumaczyć na język polski, ponieważ jej humor w dużej mierze opiera się na tym, że jedna z dorosłych bohaterek książki wciąż przekracza dozwoloną prędkość”. W Finlandii właściwie nie istnieje zjawisko piractwa drogowego, kierowcy na ogół bardzo grzecznie przestrzegają wszelkich przepisów, co zresztą ma związek z wysokością wystawianych mandatów… Ale kiedy kilka lat później dzięki wydawnictwu Tatarak rozpoczęłam pracę nad przekładem, zorientowałam się, że w tej książce aż się skrzy od humoru, nawet jeśli postać Hildy nie jest w oczach polskich czytelników równie szalona jak dla Finów. Podobnie jak w przypadku innych przekładów, z pomocą niejednokrotnie przychodziła mi autorka, a także mój kolega, tłumacz na język francuski. Również przy rabusiach nieraz musiałam się upewniać, jaką płeć reprezentują co niektórzy epizodyczni bohaterowie, jako że język fiński jest kompletnie „bezpłciowy”, a w przekładzie zwykle nie da się uniknąć stwierdzenia, czy dana osoba jest np. kelnerką, czy kelnerem.
Z konkretów pamiętam, że trochę się nabiedziłam przy tworzeniu ZBUJa – w fińskiej wersji jest mowa po prostu o letnich dniach rabusiów, ale uznałam, że w tym przypadku dosłowne tłumaczenie to za mało, tym bardziej, że przymiotnik „letni” kojarzy się nam równie dobrze z czasem wakacyjnym, jak i z czymś mało intensywnym, miałkim. ZBUJ zaś oprócz innych zalet ma w sobie coś łobuzerskiego, bo na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie błędu ortograficznego i moim zdaniem ta łobuzerskość dobrze wpisuje się w rabusiowe klimaty.
 

Czy ma Pani jakieś rady dla początkujących tłumaczy? A może jest coś, o czym chciałaby Pani opowiedzieć naszym czytelnikom

- Myślę, że nie będę specjalnie odkrywcza, jeśli powiem, że dla każdego tłumacza literatury ważniejsza od świetnej znajomości języka obcego jest znajomość ojczystego. W moim przypadku pielęgnowanie i rozwijanie polszczyzny odgrywa szczególnie wielką rolę, ponieważ już od 10 lat mieszkam w Finlandii. Czytam więc niemal w każdej wolnej chwili i przyjeżdżam do Polski tak często, jak to możliwe. Czytelnikom Tatarakowych książek przesyłam serdeczne pozdrowienia! Mam nadzieję, że polubicie rabusiów na tyle, że zechcecie przeczytać o ich kolejnych przygodach i że będę mogła je wkrótce przetłumaczyć. Cały cykl liczy już sześć pozycji oraz książkę kucharską z rabusiowymi przepisami.

Dziękuję bardzo za rozmowę!


czwartek, 12 października 2017

Nowości: Lato z rabusiami

Pożegnaliśmy już lato, jesień przyniosła słotę i wichury.  I na pewno wszyscy tęsknimy za wakacyjną beztroską. Smutki precz, książka w dłoń! Bo "Lato z Rabusiami" to przygoda, wartka akcja i świetna zabawa!
Vilja, bohaterka powieści Siri Kolu, TAKICH wakacji raczej się nie spodziewała. Ale cóż to było za lato!

Lato z Rabusiami




Zapowiadało się jak zwykle: mama, tata, okropna siostra... jednym słowem nuda. Nuda okraszona udręką. Ale zanim się te nudne wakacje zdążyły zacząć, Vilja padła łupem rozbójników i dopiero wtedy poznała właściwy sens słowa PRZYGODA!

Już  niebawem w księgarniach. Zapraszamy!


niedziela, 1 października 2017

Nowości: Co kryje... ciało?

Już za moment w księgarniach pojawi się najnowsza, długo wyczekiwana, książka Ainy Bestard! Tym razem zobaczymy, co kryje się pod powierzchnią naszej skóry.

Ludzki organizm, choć znany i zbadany, wciąż kryje przed nami wiele tajemnic. Fascynujący świat naszego wnętrza możemy podejrzeć przez trzy magiczne lupy, które ujawnią to, co ukryte.





W każdym z nas mieszka wiele organizmów: niektóre pożyteczne, inne niezbyt nam przyjazne. To bakterie. Bez tych pożytecznych nie moglibyśmy żyć. 




Zapraszamy do odkrywania tajemnic ciała!